|
Blog > Komentarze do wpisu
RóżyczkaCoś takiego jest w piosenkach śpiewanych po francusku, że niezależnie od tego, czy jest to dobra czy zła muzyka, zawsze mi dobrze brzmią w uchu. Taka miękka chropowatość. A zresztą, po cóż tu się silić na metafory, proszę posłuchać. Ostatnio nadrobiłam Różyczkę Kidawy-Błońskiego. Im więcej ról Więckiewicza widzę, tym silniej zaznacza się między nimi wspólny mianownik. Jest idealny jako drań z drugim dnem, Kain z wyrzutami sumienia, zakochany Ubek, szary charakter. Nie czarny, a właśnie szary. Uwielbiam, wspaniale gra, lepiej z każdą rolą. Postać Boczarskiej z kolei potworna. Bezmyślne, irytujące babsko, z gatunku blondynek-idiotek, którymi chciałoby się mocno potrząsnąć i siłą wlać trochę oleju do głupiego łba. Coś tam scenarzysta zakombinował z dzieciństwem bohaterki w sierocińcu i bliżej nieokreślonymi traumami na tle seksualnym z wczesnej młodości, ale nic to niestety nie dało, miałam ochotę panienkę za włosy i o kolanko. Nie o aktorce mówię i nie o roli, żeby była jasność. Scenariusz jest oparty na (podobno) prawdziwej historii Pawła Jasienicy i jego żony, agentki Służby Bezpieczeństwa, takiej naszej domorosłej Maty Hari. No cóż, jakie czasy, taka i Mata Hari. Przekaz mówi, że pierwowzór bohaterki Boczarskiej był jeszcze głupszy i bardziej irytujący, niż filmowe alter ego. Trudno mi to sobie wyobrazić, ale ja mam niestety tendencję do przeceniania błyskotliwości umysłu innych. To nieuleczalne, obawiam się. Niestety, po raz kolejny przeczytałam komentarze pod omawianym artykułem, i coraz bliższa jest mi idea cenzury internetu. Jeszcze kilka razy nieopatrznie zajrzę na jakieś forum, a przyłączę się do tych z państwa, którzy grożą wyłączeniem internetu w ogóle. Całego. Z nowości kinowych natomiast wciąż czaję się na to. Byłabym już dawno poszła, bo recenzje zachęcają, ale tematyka i umiejscowienie historii w czasie jest takie, że ogromnie boję się patosu i martyrologii. Im starsza jestem, tym bardziej nabieram przekonania, że o dramatach, a tym bardziej dramatach uwikłanych historycznie, najlepiej mówić po cichu, albo w ogóle, bo wykrzyczane zbyt wielkimi słowami tracą wymiar i zmieniają się w groteskę. Chociaż w moich oczach Smarzowskiemu nie udało się jeszcze przegiąć, a zatem chyba się skuszę. No i tak. Nie ma wiosny, nie ma chuci, nie mogę mieć wiecznie kaca, albo być w kimś nieszczęśliwie zakochana. Teraz jest czas kultury i oświaty. Tyle mojego, że z francuskim akompaniamentem. Miłego dnia, M. ____________________ Niezależne i wolne medium nadające z Londynu podało dziś w nocy mrożącego krew w żyłach niusa o rozpadzie związku Danuśki i Lecha. I tak oto od dziś nic już nie będzie takie samo, proszę państwa, nic. Jak żyć, no jak?!? wtorek, 21 lutego 2012, nektarmandarynkowy
|
Mail to: nektarmandarynkowy@gazeta.pl |