|
Blog > Komentarze do wpisu
What goes around, comes aroundU państwa też był dziś taki księżyc, jak u mnie pod Warszawą? Taki wielki, przeogromny, pomarańczowy i zawieszony nisko pomiędzy blokami? Piękny. Musiałam komuś bardzo podpaść i jestem w ewidentnej niełasce siły wyższej (niech będzie, że ten księżyc, ale mogą sobie państwo wstawić siłę dowolną, możliwie złośliwą i wredną), bo skoro ja to piszę, a państwo to czytają, to raczej nie jestem tam, gdzie miałam być i nie robię tego, co miałam robić, czyli być w drodze do Białki Tatrzańskiej via Kraków. Nie będę już podawać szczegółów dotyczących zabiegów skalpelem na mojej ósemce, bo podawałam je dziś namiętnie wszystkim, którzy chcieli mnie słuchać, tym którzy nie chcieli, ale są grzeczni i nie wypadało im przerywać, oraz tym którzy kompletnie nie chcieli, ale posiadam ich numer telefonu. Nawet K., opalający się aktualnie na Goa, został uraczony szczegółami cięcia mojego zęba, bo ośmielił się słówkiem napomknąć o swoich lekko przypalonych plecach. Czy tam piętach. Potato, potejto. Żeby nie było że jestem AŻ TAK wyluzowana i AŻ TAK zen, nie, przebeczałam cały wczorajszy wieczór i sporą część dzisiejszego poranka, no ale w odpowiednim momencie się zreflektowałam, że przecież czasy księżniczki dramatu mamy już za sobą i należy wziąć się w garść, przestań się mazać, chłopaki nie płaczą, brzózek tu nie ma, ale też jest zajebiście. Pozostaje mi wprawdzie leciutkie wkurwionko na to, że aktualnie nie ma mnie tam, gdzie jest reszta, czyli na zakopiance. Nie wiem, cóż to za karma się właśnie do mnie odezwała, ale jeżeli karma mnie w tej chwili słyszy, to niech wie, że straszna z niej dziwka i aktualnie jesteśmy bardzo pogniewane. Tymczasem wieczorkiem stwierdziłyśmy z Rudą i jej kotem, że skoro tak, to może machniemy ambitne dzieło z dziedziny kinematografii, dostarczone Rudej przez jej Starającego Się. Niestety, już po pierwszych dwudziestu minutach doszłyśmy do wniosku, że powinna temat dzieła dyskretnie przemilczeć, bo gdyby powiedziała co myśli (a ja podzielam jej zdanie), to Starający Się mógłby się przestać starać, tak więc wbrew entuzjastycznym recenzjom nie polecam, chyba że kogoś kręci Tilda Swinton i jej biust, ale w to akurat śmiem wątpić. Ani ponadczasowego i uniwersalnego wymiaru arcydzieła, ani mistrzowskiej kompozycji żadna nie stwierdziła, ani ja, ani Ruda, ani kot. Ale oczywiście jeżeli ktoś chce nas przekonać że jednak, to serdecznie zapraszamy. W góry chcę, no. Oraz pod antybiotyki nie wolno wina, przypuszczaliby państwo...? czwartek, 09 lutego 2012, nektarmandarynkowy
Komentarze
2012/02/10 07:57:42
ojj...
ale góry poczekają, postoją :) a Białka to absolutnie żadna strata, doprawdy... 2012/02/10 09:06:19
No wiem, nie zając. Nie do końca Białka-wioska pod. Wieeem nic się nie stało, ale byłam podjarana, a tu bach! powietrze zeszło. Nio nic.
2012/02/10 11:08:40
Uff, grunt że ósemka z głowy!! Mnie usunięto swego czasu wszystkie trzy za jednym zamachem, opowiem Ci, chcesz?... :)
2012/02/12 19:00:15
<głaszcze> zuch dziewczyna. Jak mi wyrwali dwie na raz jechalam ze trzy dni na ketanolu i z piec na jogurtach i kleikach
|
Mail to: nektarmandarynkowy@gazeta.pl |
To bolalo
Wspolczucie