<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>Mandarynka</title>
    <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/html</link>
    <description>with enough courage, you can do without reputation</description>
    <lastBuildDate>Wed, 16 May 2012 22:52:06 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>Brummm, ziummm, pisk i trzask.</title>
      <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Brummm-ziummm-pisk-i-trzask.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Deszczu, nie wiem czy deszcz mnie słyszy, ale jeżeli tak, to niech już zaprzestanie, bo mi się z fryzury na Kimbrę robi fryzura na Pudla Którego Jebnął Piorun, a to z definicji nie wygląda dobrze. Dziś byłam z tego powodu zła przez pół dnia i miałam kryzys. Prognoza na jutro brzmi podobnie, a nie mam w zwyczaju nosić przy sobie w torebce prostownicy, wystarczy, że czasem noszę szpilki, także ten.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Przez drugie pół dnia też miałam kryzys, ale już nie z powodu pudla (przyzwyczaiłam się), tylko z powodu ostatniej randki z instruktorem od prawka. Nie jeździłam jakieś cztery tygodnie, w związku z tym te chmury, co wisiały nad miastem, wisiały także i we mnie w Mańce. Jadąc metrem miałam nawet wizję, jak to jadąc na piątce wrzucam wsteczny, Fabia wylatuje w powietrze i spalamy się w stratosferze, po czym ja idę do nieba dla grzecznych dziewczynek w krótkich spódniczkach, a instruktor do piekła dla instruktorów. Nieoczekiwanie, okazało się, że nastąpiła jakaś niezrozumiała synergia moich, tfu, umiejętności i największy mój błąd polega na upierdliwym zapominaniu o kierunkowskazach (kto wrzuca kierunkowskazy przy zawracaniu na trzy, heloł). Mój związek z instruktorem zatem zakwitł, pijemy sobie  z dziubasków, mówimy miłe rzeczy, a jak mnie opieprza, to z przymrużeniem oka. Raz dostałam nawet pochwałę za stylową jazdę po łuczku do tyłu (KTO BY SIĘ SPODZIEWAŁ). Z wrażenia przy kolejnej próbie rozjechałam słupek, ale zostałam potraktowana pobłażliwie i ze sporą serdecznością. Tak bardzo się kochamy, że umówiliśmy się z góry na pięć dodatkowych randek. No czad.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Nic mądrzejszego nie mam do powiedzenia i nie będę miała, chyba, że nastąpi kolejny kryzys, tym razem  nie na tle pudla lub zawracania na rondzie, a na tle egzystencji, która boli. Jest to możliwe już jutro, albowiem koniecznie, ale to koniecznie muszę wstać o szóstej rano.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Fenkju &amp;amp; Gudnajt,&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;M.&lt;/p&gt;</description>
      <author>nektarmandarynkowy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Brummm-ziummm-pisk-i-trzask.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Brummm-ziummm-pisk-i-trzask.html</guid>
      <pubDate>Wed, 16 May 2012 22:52:06 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Tue 15th, mostly cloudy, possible showers</title>
      <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Tue-15th-mostly-cloudy-possible-showers.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Jeżeli chodzi o zasadnicze zmiany w przeciągu ostatnich kilku dni, to nie nastąpiły. Nie wpadłam jeszcze na to, jak przewrócić swoje życie do góry nogami. Nie znalazłam też chętnego do roli mojego bogatego męża, także wciąż muszę chodzić do pracy. Nie jestem z tego powodu zadowolona, wręcz przeciwnie, moje życie to aktualnie piekło.  Dochodzi nawet do tego, że płaczę zaprzyjaźnionej jednostce płci przeciwnej w rękaw podczas przerwy na lancz (taki warszawski obiad). Płacz jest dosłowny, nie metaforyczny.  Najbardziej odkrywczą myślą tygodnia wydaje mi się do tej pory stwierdzenie Lisa, że suma chujowych mężczyzn w ekipie jest stała, i skoro ja aktualnie nie dramatyzuję, to nadszedł czas, żeby przydramatyzowała Ruda (już dawno nie ruda). Konkubent Lisa i narzeczony E. są wykluczeni z konkurencji, z racji swych pełnionych na stałe funkcji konkubenta i narzeczonego.  I tak sobie dramatyzujemy zdalnie, przez mejle, ja bo życie to piekło, Ruda bo Ten i Tamten, E. bo kurwaślub, kurwafryzjer i kurwakwiaty. Lis nie dramatyzuje, Lis jest milczącym świadkiem historii.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;To tyle, jeżeli chodzi o marudzenie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Natomiast w rubryce &amp;#8222;niewiarygodne rozwiązania scenariuszowe&amp;#8221; aka &amp;#8222;świat jest dla mnie za ciasny&amp;#8221; odnotowuję, że wczoraj poszłam na jedno piwo do jednej mojej przyjaciółki i jej męża (pozdrawiam). Pod klatką tejże mojej przyjaciółki odnotowałam obecność wysokiej laski z loczkami, do której od pierwszego kopa zapałałam antypatią i w ogóle kogoś mi jakby przypominała, a najbardziej obecną narzeczoną mojego byłego prawie narzeczonego, tego co ponoć pociął pierścionek zaręczynowy kombinerkami, bo byłam niegrzeczna (wątpię w to do dziś. W pocięcie, nie w niegrzeczność). Na wszelki wypadek spojrzałam na nią złowieszczo, co odwzajemniła. Weszłam po schodach, laska z loczkami za mną, na plecach mych palący jej wzrok. Gdzieś w okolicach pierwszego piętra usłyszałam otwieranie drzwi i tak jakby znajomy głos męski, wydający z siebie dziwne, acz skądś znane odgłosy typu &amp;#8222;hihielołłłłłłoooo&amp;#8221; i &amp;#8222;tajjiojoojojjjoo&amp;#8221; oraz ponownie &amp;#8222;hielołłijoojojołoo&amp;#8221;, z tego co pamiętam, oznaczające w tym przypadku powitanie. Głos ucichł, a postać w półmroku zastygła, kiedy na właściwym piętrze objawiłam się ja, wciąż patrząca złowieszczo, a za mną loczkowana, patrząca podobnie. Szok i półmrok odebrały mi ostrość widzenia, stąd moja pewność, że był to ten, a nie inny osobnik, wynosi dziewięćdziesiąt dziewięć przecinek dziewięć procenta.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Ponadto, odnotowuję, że loczki miała słaby autfit i buty, których ja myself nie założyłabym pod karą chłosty. Tyle mojego.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Dodam, że me podmiejskie okolice liczą sobie cirka sześćdziesiąt tysięcy mieszkańców, wobec czego fakt zakupienia mieszkania w klatce moich przyjaciół odbieram jako osobistą i bardzo uciążliwą szykanę, tak właśnie. I jeszcze te buty. Doprawdy.  &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;___________&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Z niezrozumiałego dla mnie powodu przypomniało mi się to:&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>nektarmandarynkowy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Tue-15th-mostly-cloudy-possible-showers.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Tue-15th-mostly-cloudy-possible-showers.html</guid>
      <pubDate>Tue, 15 May 2012 15:54:19 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Cztery</title>
      <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Cztery.html</link>
      <description>&lt;p style="text-align: left;"&gt;          Po raz pierwszy spotkałam ich przypadkiem. Była wczesna jesień, a może późna wiosna, wtedy wieczory pachną tak samo. Siedzieli przy stoliku na zewnątrz jednej z tych sterylnych, biało-czarnych restauracji z niewygodnymi krzesłami, które jak grzyby po deszczu wyrastały w biurowej dzielnicy miasta. Poznałam go od razu i zanim zdążyłam pomyśleć, już chciałam uciekać, skręcić w labirynt szkła i betonu, schować się za którymś z zaparkowanych na chodnikach samochodów. Niestety, rozpoznał mnie z daleka, wyłuskał moje obcasy spośród setek innych równo stukających i grzęznących w roztapiającym się asfalcie i pomachał, głośno krzycząc. Nie słyszałam słów, głos ginął gdzieś  wśród warkotu silników, kroków, głosów i klaksonów, ale swoim krzykiem skutecznie odciął mi drogę ucieczki.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;         Nigdy go nie lubiłam, wydawał mi się zawsze za bardzo, za bardzo jowialny, bezpośredni, zbyt hałaśliwy, za dużo go było i za mocno.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;         Nie pamiętam, co jadła, w co był ubrany, nie pamiętam, która to była knajpa, i nie pamiętam koloru jej oczu. Wyglądało to na jakieś zwykłe spotkanie w interesach, na stoliku leżały wydruki z kolorowymi słupkami, na pustym krześle obok jej torebki stał włączony komputer, więc nic by mi przez myśl nie przeszło, nic kompletnie, żadnych podejrzeń, gdyby nie ta zbyt długa przerwa na oddech, kiedy mi ją przedstawiał:&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;- To jest&amp;#8230; to jest Kasia.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;          Kasia, albo Zosia, albo Małgosia uśmiechnęła się do mnie i podała mi rękę nie patrząc mi w oczy, on w tym czasie mówił. Opowiadał szeroko i niepytany - że żona, że dzieci, że dom pod miastem, że korki, że praca, że szef i że wyjazdy, że wszystko dobrze, że świetnie wyglądam, i że w sumie szkoda.  Potem ja, że ten szef, i te korki, i że może kiedyś, potem on, że nie może i że na pewno. Spojrzałam na zegarek, chwilę za długo i odrobinę zbyt znacząco, więc pożegnał się z za dużą ulgą. Kasia, albo Zosia, albo Małgosia wymamrotała coś znad kartek z kolorowymi słupkami i poszłam w swoją stronę, nie oglądając się za siebie, chociaż miałam ochotę i chociaż widziałam, że czekają, aż zniknę za najbliższym rogiem i zapomnę.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;            Przez pierwsze dziesięć kroków myślałam o moim poprzednim życiu, kiedy spotykałam go przy niedzielnym rosole i schabowym z mizerią, myślałam, jaki jest typowy, nudny i jakie to wszystko tandetne, powtarzalne i przewidywalne, i jeszcze że rzygać się chce. Przy jedenastym kroku potknęłam się o krzywą płytkę chodnikową i zaczęłam myśleć o moich nowych butach, i o tym, że miałam chodzić ostrożniej, żeby znowu nie pozdzierać obcasów obitych zamszem, a potem jeszcze o tym, co na obiad, i że jeżeli się nie pospieszę, pociąg mi ucieknie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;            Za drugim razem mnie nie zauważyli. Jechałam autobusem, było przenikliwie zimno, za zimno, jak na tę porę roku, więc kuliłam się pod wysoko postawionym kołnierzem cienkiego płaszcza i patrzyłam na ludzi skurczonych na przystankach i wyginające się od wiatru parasolki, kiedy nagle na skrzyżowaniu wyrosła znajoma sylwetka. I to był on, znowu z nią, wyglądali jak bohaterowie kreskówki, czy komiksu, wszystko wokół szare, zmęczone i wymięte, i ci dwoje, tęczowo-kolorowi. On trzymał nad nią parasol, a ona, Kasia, Zosia, albo Małgosia, wczepiona w jego ramię śmiała się z czegoś, głośno i perliście, tak głośno, że jakimś cudem ten śmiech docierał do mnie, przez szum deszczu, warkot silnika i szybę autobusu.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;            Przebiegali przez pasy, i w połowie zrobiło się czerwone, ona zaczęła śmiać się jeszcze głośniej i jeszcze mocniej wczepiła się w rękaw jego kurtki, on pogłaskał ją po policzku, wziął ją za rękę i unieśli się nad ulicę. Z początku mieli problemy z utrzymaniem kursu, silny wiatr ściągał ich to na lewo, to na prawo. W końcu on też zaczął się śmiać, i tak sobie lecieli, dwa-trzy metry ponad ziemią, nad skrzyżowaniem, światłami, samochodami, znoszeni przez wiatr, zygzakiem, co chwilę wpadając na którąś z ulicznych latarni. Po chwili chyba się zmęczyli, ona wskazała ruchem głowy rosnące za skrzyżowaniem drzewo, wzbili się trochę wyżej i wylądowali na gałęzi. Ona usiadła, on wciąż trzymał nad nią parasol i obejmował ją ramieniem, ona majtała nogami w brązowych pantoflach i patrzyli na samoloty startujące z pobliskiego lotniska, wskazując palcami na cztery strony świata, jakby zgadywali, czy samolot leci do Krakowa, Bahrajnu, czy San Francisco.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;           Wyjęłam telefon i zaczęłam szukać numeru do tamtej, z dwójką dzieci i domem pod miastem, przez chwilę poobracałam go pomiędzy palcami, a potem wrzuciłam z powrotem do torebki. Wysiadłam na przystanku, popatrzyłam, jak autobus znika za rogiem, wyjęłam z torebki książkę i znowu przestałam o nich myśleć.&lt;/p&gt;</description>
      <author>nektarmandarynkowy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Cztery.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Cztery.html</guid>
      <pubDate>Sun, 13 May 2012 21:52:31 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Upał</title>
      <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Upal.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Śni mi się, że mnie nie ma. Kora siedzi cicho, kora śpi, nie ma mi kto powiedzieć, że to paradoks, więc budzi mnie mój własny głos, donośnie powtarzający &amp;#8222;o kurwa, o kurwa&amp;#8221;. Świadomość wielkiego czarnego nic podcina kolana, zapadam się w poduszki, patrzę w ciemny sufit, a potem zrywam się, zapalam wszystkie światła, włączam komputer i telefony, i szukam w nich dowodu na to, że jednak jestem.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Wygląda na to, że jeszcze trochę tak.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Szczerze i bez kropli sarkazmu zazdroszczę innym ich bóstw głównych i pomniejszych, lepszych lub gorszych uspakajających algorytmów, nieświadomości, modlitw, wiary w bycie po, wiary w botoks, kremy przeciwzmarszczkowe, zdrową dietę, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny, point.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Mnie przedłuża tylko patrzenie, przedłuża mnie zapach konwalii i truskawek przy Halach Banacha, przedłuża mnie poranne światło przebijające się przez liście drzew przed moją klatką, starszy pan w hawajskiej koszuli, dosiadający się do kawiarnianego stolika i rzucający pioruny na czekoladę spadającą mu z lodów na patyku, przedłuża mnie kobieta w jaskrawożółtej sukience w kropki, stukająca obcasami o krzywo położoną kostkę, melodia portugalskiego przy stoliku obok, podglądanie cudzych żyć, lekki wiatr, ciężkie chmury, patrzenie, słuchanie, dotykanie, więcej nic.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Istnieję tylko ja, reszty nie ma, kiedy nie ma mnie, reszta to lepiej lub gorzej napisana fikcja.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;___________&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Fotozagadka - gdzie dają prawdopodobnie najlepszą kawę w tej części miasta. Osobo, która była tu ze mną wczoraj wieczorem - ty się nie bawisz.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img src="http://nektarmandarynkowy.blox.pl/resource/Zdjecie06271.jpg" alt="" width="336" height="448" /&gt;&lt;/p&gt;</description>
      <author>nektarmandarynkowy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Upal.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Upal.html</guid>
      <pubDate>Fri, 11 May 2012 17:11:24 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Terefere kuku, baba strzela z łuku, nananana, marihuana.</title>
      <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Terefere-kuku-baba-strzela-z-luku-nananana.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Sytuacja na polu powiedzmy, że (tfu) zawodowym zaczęła wisieć nade mną jak ten miecz Damoklesa, czy Demostenesa, nie pamiętam i nie chce mi się guglać. Na 99,99% obstawiam Damoklesa. No więc, sytuacja ta jest słaba, w związku z tym zaczęłam myśleć o alternatywnych drogach rozwoju (tfu) zawodowego. Skoro droga ma być alternatywna, popuściłam wodze wyobraźni  i wymyśliłam coś, co będzie łączyć moje trzy ulubione rozrywki, to jest prokrastynację, picie alkoholu i pisanie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Mowa o branży reklamowej.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Oczywiście, moje pojęcie o reklamie jest głównie teoretyczne, a praktyczne w stopniu bardzo nikłym, w związku z czym postanowiłam wypunktować sobie na karteczce aspekty, którymi mogłabym zrobić wielkie wejście a także furorę, i przekonać przyszłego potencjalnego pracodawcę, że jestem zajebista i przyniosę swoją zajebistością wchuj kasy jego firmie, mimo że  żadnej kasy jeszcze żadnej firmie nie przyniosłam. Argumenty porażają skutecznością:&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;- Umiem gotować. Nie ma to związku z tematem, ale przychodzi mi to zawsze do głowy, kiedy pada to idiotyczne pytanie o zalety. Niezaprzeczalna zaleta. Jeżeli mowa o wadach, to ciasta mi raczej nie wychodzą.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;- Obejrzałam bardzo dużo odcinków Madmenów i identyfikuję się z Christiną Hendricks, chociaż do rozmiarów jej biustu brakuje mi lat świetlnych i nie jestem ruda, ale za to potrafię sunąć po biurze tak jak ona. Ponad to bardzo podoba  mi się zwyczaj picia łychy do śniadania, częstych drzemek w pracy i palenia fajek za biurkiem. Jeżeli miałabym takiego szefa jak Don Draper, na pewno dałabym mu się uwieść, jeżeli tylko byłby łaskaw mnie uwodzić, a jeżeli miałby taką żonę, jak żona Dona Drapera, z przyjemnością ukręciłabym jej łeb. Ponad to, podobnie jak Don Draper, lubię chodzić na basen. Te podobieństwa powinny wystarczyć, żebyśmy się dobrze dogadali.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;- Napieprzam w klawiaturę w tempie karabinu maszynowego, z wyjątkiem momentów, kiedy mam napisać coś, za co jakimś cudem  chcą mi zapłacić. Wówczas pół strony tekstu znormalizowanego, tajms nju roman, dwunastka, półtora odstępu, powstaje przez cztery godziny i łączy się z wypaleniem pół paczki papierosów, zrobieniem i wypiciem siedmiu herbat i jednej kawy, dwoma telefonami do mamy, odpisaniem na siedem mejli, notką na bloguś i bieganiem pół godziny po parku. Służę referencjami, fakt napieprzania potwierdzą wszyscy, z którymi prowadzę korespondencję, rzecz jasna nie służbową.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;- Jakieś cztery lata temu napisałam Rudej osiemdziesiąt procent licencjata na kierunku Reklama Telewizyjna i Radiowa, czy jakoś tak, w oparciu o spoty z kabaretem Mumio. Rzeczony licencjat do wglądu. Nie dokończyłam, bo Ruda uznała, że pierdoli te studia i poszła na inne, potem stwierdziła, że pierdoli te inne i poszła na jeszcze inne, jeszcze inne też nie bardzo wyszły, więc wróciła do tych pierwotnych, ale inny kierunek, więc licencjat się nie nadał. Potem sobie przypomniała, dlaczego rzuciła je za pierwszym razem i rzuciła je po raz drugi. Teraz studiuje zupełnie coś innego i wreszcie jest zadowolona. To dobrze, bo moim zdaniem lepiej odnaleźć powołanie późno niż w ogóle. Zresztą, jakie późno, pierwsza młodość ciągle trwa. No dobra, co najwyżej druga. W każdym razie, te osiemdziesiąt procent licencjata jest do wglądu, bardzo ładne osiemdziesiąt procent i w ogóle oparte na poważnej literaturze.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;No i chyba to by było na tyle.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Tak więc patrząc na powyższe (&amp;#8222;nie zaczynaj zdania od więc , jeszcze raz zaczniesz zdanie od więc, nogi ci z dupy wyrwę&amp;#8221;), dostałam doła z depresją, przeżywam załamanie i kryzys wartości, oraz niechybnie wyląduję pod mostem łamane przez kasjerka w Biedronce. Chyba, że wcześniej objawi się ten bogaty mąż (wciąż czekam).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Buziaki&amp;amp;pa,&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;M.&lt;/p&gt;</description>
      <author>nektarmandarynkowy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Terefere-kuku-baba-strzela-z-luku-nananana.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Terefere-kuku-baba-strzela-z-luku-nananana.html</guid>
      <pubDate>Wed, 9 May 2012 17:33:56 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Od rzeczy oraz o niczym</title>
      <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Od-rzeczy-oraz-o-niczym.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Po wczorajszej późnowieczornej wymianie smsów dotyczących degustacji napoi (napojów?) alkoholowych oraz drapania moich plecków za pomocą brody męskiej z dwudniowym zarostem, śnił mi się otóż seks. Seks ten był z zupełnie innym mężczyzną, w rzeczywistości nie istniejącym w ogóle.  Obudziłam się ogromnie zakochana, w tym ze snu, nie w tym z smsów. Z tym z smsów łączy mnie li tylko czysto aseksualna przyjaźń, przerywana od czasu do czasu zbyt długim zatrzymywaniem wzroku na moim dekolcie, co jednakże poczytuję sobie za pozawerbalną formę komplementacji moich wdzięków. No i jestem zakochana, nie znamy się wcale, ale głęboko wierzę, że się poznamy, i, droga Filipinko, drogie Bravo, oraz drogi Freudzie, nie życzę sobie żadnych interpretacji mojego zakochania w nieistniejącym mężczyźnie. Nie pierwsze i nie ostatnie -nałogowo zakochuję się w nieistniejących mężczyznach, to jest przeważnie fizys mają całkiem istniejącą, natomiast przymioty umysłu, które im przypisuję, nie istnieją wcale i w ogóle, a zatem na to samo wychodzi. W każdym razie, proszę się nie nastawiać za bardzo na opisy ekscesów, chyba że tych przyśnionych, bo bardzo liczę na to, że faza REM pozwoli mi się spotkać z tym panem jeszcze raz.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Nie będę też opisywać, jak mój wyśniony kochanek wyglądał, bo to tylko potwierdzi tezę, że jestem pierdolnięta.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Odwaliło mi też na punkcie czytania o Dalekim Wschodzie, i aktualnie jestem na etapie &lt;a href="http://mandalay.pl/malezja"&gt;Malezji&lt;/a&gt;. Oraz &lt;a href="http://mandalay.pl/malezja/borneo"&gt;Borneo&lt;/a&gt;. Uparłam się jak dziki osioł zobaczyć w tym roku Malezję (oraz Borneo), nie odpuszczę Malezji, Malezja albo śmierć, Rejtanem się rzucę i rozedrę sobie kusząco koszulę na piersi,  Malezja być musi, co najmniej pięć dni w Malezji, bo jak nie, to nigdzie nie jadę, tak będę siedzieć. Tymczasem jedna z uczestniczek potencjalnej wycieczki (Malezja, Malezja i jeszcze raz Malezja, a także Borneo) wymyśliła sobie powiększenie rodziny, i choć jeszcze jej nie powiększyła, to wyraża groźby, i teraz kompletnie nie wiem, co robić, też powiększać, czy co. W moim przypadku jest ta dodatkowa trudność, że brakuje mi pewnych istotnych czynników sprzyjających powiększaniu, bo ani z mężczyzny z fazy REM, ani z aseksualnej przyjaźni siłą rzeczy powiększania nie będzie. Utknęłam w martwym punkcie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;A w ogóle, to coraz częściej mam ogromną, ale to ogromną ochotę, żeby bilet kupić tylko w jedną stronę i tak już tam zostać, ogolić głowę na łyso, przestać jeść mięso i tym podobne i ćwiczyć się w nirwanie poprzez zamieszkanie w domku na drzewie na plażach Goa. Lub gdzieś na Si Phan Don w Laosie &amp;#8211; to znacznie mniej mainstreamowe.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;_______________&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;PS. W odpowiedzi na monity osób, które lubią wracać w moje bardzo mroczne oraz bardzo średniowieczne archiwum wybryków sprzed roku oraz dwóch &amp;#8211; spadówa, jak se chceta czytać, to se znajdźcie sposób, jest ich wiele i są one proste. Archiwum nie ma i nie będzie, chyba że zadecyduję inaczej, i wtedy będzie.  Na razie niczego nie będzie (Kononowicz).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;PPS. Paris, Paris, to jak już wrócę z tej Malezji. I Borneo.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>nektarmandarynkowy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Od-rzeczy-oraz-o-niczym.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Od-rzeczy-oraz-o-niczym.html</guid>
      <pubDate>Tue, 8 May 2012 13:21:10 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Did you forget to take your meds?</title>
      <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Did-you-forget-to-take-your-meds.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&amp;#8222;Nic się nie zmieniłaś&amp;#8221; &amp;#8211; pisze do mnie kolega z podstawówki, och, wal się, wręcz przeciwnie, zmieniłam się ogromnie, o kilkanaście lat i kilkanaście kilogramów, mam ciemne włosy, okulary i wszystko w dupie, lata świetlne od tej zwiewnej sylfidy z czasów prekambru. Wal się, szkoda mi czasu  na znajomości bez sensu, na odgrzewanie kotletów z zamrażalnika tylko dlatego, że piętnaście lat temu siedziałeś za mną na lekcjach biologii i cyrklem wyryłeś serce i moje inicjały, a nauczycielka zrobiła ci wstyd na całą klasę, naprawdę, po piętnastu latach nie ma to żadnego znaczenia.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Jest inaczej, niż piętnaście, dziesięć, pięć, rok temu, beztroska nieodpowiedzialność wciąż mnie pociąga, ale zamiast tego ustawiam autopilota, kontroluję nadużycia, nie budzę się w niewłaściwych łóżkach, piję dobre wino, palę rzadko i z aromatyzowanych bibułek, prasuję koszule, jem zdrowo i bez konserwantów, wybiegam w przyszłość, planuję, oszczędzam, układam, pływam, biegam i dobrze radzę, czytam tylko mądre książki, nie lubię już telenowel, tych w życiu i tych na ekranie, jestem nudna, jestem przewidywalna i jestem rozsądna, choć bardzo, ale to bardzo nie chcę być.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Więc nie pisz do mnie, nie chcę z tobą rozmawiać, nie mam ci nic do powiedzenia, ludzi od dawna sobie wybieram, nie biorę żadnych z przypadku, nie chce mi się z tobą gadać, wal się, nie mów nic do mnie, spierdalaj ze swoim &amp;#8222;nic się nie zmieniłaś&amp;#8221;, spierdalaj, ale to już.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;________________&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;(Tymczasem, na gwałt potrzebny mi bogaty małżonek, najlepiej jeszcze w maju, bo znowu dużo dobrej muzyki w Warszawie, dzień po dniu Pink Martini w Kongresowej i Parov Stelar w Stodole, a potem jeszcze Coke w sierpniu w Krakowie, i mówcie sobie co chcecie, ale jak usłyszę &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=be8bf7FFbFM"&gt;to &lt;/a&gt;i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=4KEEXyRL0qE"&gt;to &lt;/a&gt;w wykonaniu Placebo na żywo, to zdejmę majtki przez głowę i będę nimi rzucać w scenę, oraz w ogóle posikam się ze szczęścia, jak przystało na prawdziwą emo nastolatkę, ojnoicoztego. Z tego wszystkiego wyjdzie mi pewnie tylko Coke, bo niestety zamiast kart kredytowych na drzewach tradycyjnie rozkwita szalony zielony bez, a kandydata na bogatego męża wciąż nie widzę na horyzoncie. Ale nic nie szkodzi, jeżeli chodzi o marzenia, to prawie tak samo jak ich realizacja kręci mnie samo planowanie.)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;No to ten, let&amp;#8217;s roll, co nie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &amp;#65279; &lt;/p&gt;</description>
      <author>nektarmandarynkowy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Did-you-forget-to-take-your-meds.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/Did-you-forget-to-take-your-meds.html</guid>
      <pubDate>Mon, 7 May 2012 13:52:48 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>You know I'm not (good)</title>
      <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/You-know-Im-not-good.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Trzecia nad ranem, miasto cyk-pyk-myk przewija się za oknami autobusu i taksówki, miasto-światło, a nad miastem wielka, żółta pełnia, to nic, zawsze jest na co zrzucić tę całą huśtawkę, od porannego bezwładu, po nocną zwyżkę na małym wspomaganiu, ale doprawdy, tym razem to całkiem szczera zwyżka, pewnie rano umrę po raz sto i pierwszy, pewnie tak.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Och, ach, no i co z tego.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Po trzeciej nad ranem miasto robi cyk-pyk-myk, jeszcze nie śpi, a już się budzi, chodnik pełen pijanych dziewczyn wykręcających kostki na wysokich obcasach, zapomniałam papierosa i myślę tylko o tym, żeby zapalić, tylko o tym, a przecież mogłabym o tysiącu innych rzeczy, mogłabym o tym, że pachniesz miło i znajomo, że w głowie przyjemnie szumi mi alkohol i wystarczyło by to za całkiem niezłe wytłumaczenie żeby nie uciekać do domu, że ptaki zaczynają śpiewać, że wcale nie chce mi się spać i że w poniedziałek znowu do pracy, i że wszystko i że nic; ale nie chce mi się, nie chce mi się nic, oprócz znalezienia taksówki i &amp;#8222;prosto, proszę&amp;#8221;, tylko tyle i więcej nic.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Po trzeciej nad ranem wiem tylko, że najpewniej i najbezpieczniej czuję się z mężczyznami, od których (już) niczego nie chcę, wszystko już było, wszędzie już byłam, mogę zrobić i powiedzieć wszystko i nic mi nie będzie, i sama ta pewność wystarcza mi w zupełności.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Po trzeciej nad ranem szybko staje się czwarta, na zewnątrz grzmi, przez okno jasno, zimno i cztery razy zegar, zamknij się, no cicho, śpij już, zaśnij, śnij.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;______________&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1526385,1,kawiarnia-literacka.read"&gt;Twardoch o podróżach&lt;/a&gt;, trochę kąśliwie, ale raczej ładnie. Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym Twardochem.&lt;/p&gt;</description>
      <author>nektarmandarynkowy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/You-know-Im-not-good.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/You-know-Im-not-good.html</guid>
      <pubDate>Sun, 6 May 2012 04:08:10 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>W tobie moje niepokoje</title>
      <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/W-tobie-moje-niepokoje.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&amp;#65279;W Krakowie na conradowski festiwal zaprasza się Houellebecqa, tymczasem na tegorocznych warszawskich targach książki autografy rozdają Jonathan Carroll i Paulo Cohelo. Dziwny jest ten świat.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Własne mieszkanie wcale nie wita mnie z otwartymi ramionami, kanty mebli boleśnie wbijają się w biodra, nagrzane ściany nie chronią przed upałem, całą noc kręcę się po łóżku, co chwilę sycząc przez przypalone ramiona, mdli mnie od zapachu farby i nadmiaru słońca i myślę sobie, że trzeba było tam zostać, w końcu nic tu cię mała za bardzo nie trzyma.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Przez chwilę wydaje mi się nawet, że mogłabym tak żyć, utytłana kurzem, z pozdzieranym czerwonym lakierem na paznokciach u stóp, myć się misce, spać w kilka osób w jednym pokoju, dni spędzać na przygotowaniu posiłków, pieleniu ogródka i malowaniu werandy, a wieczory na pomarańczowym leżaku z &lt;a href="http://lubimyczytac.pl/ksiazka/35937/czastki-elementarne"&gt;nihilistą, zboczeńcem i geniuszem&lt;/a&gt;, ale pewnie i tam prędko znalazłabym sobie jakiś kolejny doskonały powód, żeby poczuć się nieszczęśliwa, więc może lepiej, że zanim.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Zresztą, i tak bym długo bez  niej nie wytrzymała, bez niej, rozpalonej, wyludnionej, klimatyzowanej, bez wiatru od rzeki - kobiety, bez dźwięku tramwajów, smutnych dziewczyn o jasnej, gładkiej skórze w długich, pstrokatych sukniach, pustego wzroku mężczyzn wlewających w siebie kolejne pięćdziesiątki w zatłoczonych barach, bez nocy pachnących potem i alkoholem, bez zaspanych niedzielnych poranków, spalin duszących gardło, nerwowych klaksonów i jasno rozświetlonych mostów.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Chyba nie mam innych swoich miejsc, wszystkie cudze, wszystkie na chwilę pożyczone.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;_______________&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Przyszła do mnie w tym roku pewna maturzystka, na półtorej godziny, żebym jej w kilku żołnierskich słowach wyłuszczyła podstawowe zasady pisania wypracowań. Czasu było mało, więc wzięłam pierwszy lepszy arkusz maturalny i wyjaśniłam co nieco, biorąc na tapetę charakterystykę postaci na przykładzie Izabeli Łęckiej. Guess what było na tegorocznej maturze. It's fucking magic oraz od dziś biorę się za przewidywanie przyszłości, za symboliczną opłatą.&lt;/p&gt;</description>
      <author>nektarmandarynkowy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/W-tobie-moje-niepokoje.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/05/W-tobie-moje-niepokoje.html</guid>
      <pubDate>Fri, 4 May 2012 12:43:58 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>&amp;#8222;Lęk wysokości&amp;#8221;</title>
      <link>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/04/8222Lek-wysokosci8221.html</link>
      <description>&lt;p&gt;No i okazuje się, że można w Polsce zrobić debiut reżyserski na przyzwoitym poziomie, bez infantylnych uniesień i estetyki dla pryszczatych nastolatków. Nie zgodzę się też ze stwierdzeniem, że nie robi się u nas dobrych filmów, otóż robi się, tylko niewiele i jest to prawie wyłącznie kino potwornie ciężkie, po którym czujemy się jak zdzieleni łopatą przez kolejne kilka godzin. Tak więc albo wychodzimy z kina moralnie zaniepokojeni, albo w ogóle nie idziemy, bo nawet gdyby mi dopłacali, nie wysiedziałabym na żadnej rodzimej produkcji komediowej, w której Szyc, Karolak, Kot, Frycz i Figura zarabiają na swoje kredyty. Z tym że jakoś niektórym udaje się na te kredyty zarabiać bez występowania w castlistach tandetnych  pseudokomedii lub produkcyjniakach dla infantylnych nastolatków. Ok, Dorocińskiemu zdarzyła się jakaś tam &amp;#8222;Miłość na wybiegu&amp;#8221;, ale uznajmy to za wypadek przy pracy. No, ale mamy przecież takie czasy, w których tzw. dzieło nie obroni się samo, a biedny, niezrozumiany przez krytyków reżyser musi im dopiero utwór wytłumaczyć, ewentualnie bronić dobrego imienia swej twórczości przed sądem.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &amp;#8222;Lęku wysokości&amp;#8221; nie polecam żadnemu panu, mającemu nieuporządkowane daddy issues, bo film jest właśnie z gatunku &amp;#8222;cios łopatą w łeb&amp;#8221;. Zastanawiałam się przez chwilę, jak to ładnie jednym zdaniem określić, i doszłam do wniosku, że film jest o pokonywaniu tytułowego lęku wysokości, czyli o dorastaniu &amp;#8211; trzydziestoparolatka do roli syna i do roli ojca. Dawno już bowiem minęły czasy, kiedy wraz z nabyciem praw wyborczych i zdaniem tak zwanego egzaminu dojrzałości możemy się z czystym sumieniem nazwać ludźmi dorosłymi. Granica, w której dojrzewamy emocjonalnie i społecznie przesuwa się z wczesnych lat dwudziestych do wczesnych lat trzydziestych, i prawdziwe egzaminy z życia zdajemy często już po trzydziestce. Bohater Dorocińskiego trochę się miota, trochę chce uciekać, ale kiedy uświadamiamy sobie, że wychowywał go chory psychicznie ojciec, jego miotanie się i tak wydaje się całkiem umiarkowane, a egzamin mimo wszystko zdany.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Uwagę zwraca też skontrastowanie świata Tomka (jasny, ascetyczny, uporządkowany) ze światem ojca (chaos, szaleństwo), ale i silny związek emocjonalny obydwu panów. Film przypomina i podkreśla, że jesteśmy jednocześnie kopią i antytezą swoich rodziców i nie ma od tego ucieczki, ażeby dorosnąć, trzeba się z tym zmierzyć.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Więcej takich debiutów, proszę.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&amp;#8222;Lęk wysokości&amp;#8221;, reż. B. Konopka, wyst.: K. Stroiński, M. Dorociński, M. Popławska.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;____________________&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Dobra, my tu gadu gadu, a chłop śliwki rwie. Wciąż się nie spakowałam, nie oddałam roweru do nasmarowania, nie byłam na basenie, nie kupiłam sandałków, nie zrobiłam pedikiuru i nie kupiłam leków przeciwko kwitnącym kwiatkom i trawkom, bo jak to z mieszczkami bywa, mam potworne uczulenie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;To ja idę skreślać z tudulisty.&lt;/p&gt;</description>
      <author>nektarmandarynkowy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/04/8222Lek-wysokosci8221.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://nektarmandarynkowy.blox.pl/2012/04/8222Lek-wysokosci8221.html</guid>
      <pubDate>Mon, 30 Apr 2012 10:23:36 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


